Powoli podniosłam wzrok.Na gałęzi jednego z nielicznych drzew posadzonych po drugiej stronie ulicy siedział dziwny ptak.Znowu ona.Ponownie spuściłam wzrok skupiając się na książce.
Od jakichś dwóch godzin przenosiłam się z zaułka do zaułka by uwolnić od tego natrętnego avi.Smród śmieci był nie do wytrzymania.Wokół walały się śmieci ,a przy ścianach domów stały kontenery.Jedynym co mnie powstrzymywało przed zmianą formy i rozszarpaniem ptaka na kawałki byli ludzie przemierzający ulice Metropolis.Nie mogłam się skoncentrować gdy czułam na sobie wzrok obcego.Jeden akapit czytałam jakieś dziesięć razy nie mogąc przestać zerkać na ptaka będącego teraz siedzącą na gałęzi dziewczyną.
Westchnęłam zatrzaskując książkę i podnosząc się niechętnie z ziemi.Stając na chodniku rozejrzałam się dookoła.Przez ostatnie miesiące przywykłam do tłumów,ale dziś miałam tego dosyć.Na co dzień spędzałam jakieś pół dnia na czytaniu.Resztę czasu pochłaniało mi myślenie,a konkretniej szukanie nowych sposobów na łatwy rabunek.
Nieśpiesznie wpięłam się na mały budynek.Jeśli mam być szczera to ostatnio parkour coraz to mniej mnie kręcił.Z rzadka wchodziłam gdzieś wyżej.Po prostu przestało sprawiać mi to przyjemność.Bez towarzystwa to żadna zabawa.Kiedyś byli tu inni felini.Kilku kumpli i dwie czy trzy koleżanki.Z nimi można było poszaleć...A teraz?Zostałam sama.Jedni postanowili wrócić do szkoły,inni znaleźli sobie towarzystwo lub zajecie w innym mieście.Jedno po drugim opuszczali Metropolis.
Położyłam zamkniętą książkę przed sobą.Objęłam nogi rękoma,splotłam palce i położyłam podbródek na kolanach.Niechętnie spojrzałam z góry na drzewo na,którym wcześniej siedziała dziewczyna.Zmrużyłam oczy wbijając wzrok w podłoże.
Naglę usłyszałam kroki.Dobiegały zza moich pleców.Odwróciłam powoli głowę.Nie powiedziałabym,że ten widok mnie zaskoczył,raczej dał kolejny temat do rozmyślania.Na dachu stała białowłosa dziewczyna z dziwacznymi oczami.To słowo musi dziwnie brzmieć do w ustach zmieniającej się w kota nastolatki,ale takie właśnie wrażenie odniosłam.Przypatrywała mi się w milczeniu.Jeszcze przez chwilę siedziałam tak patrząc jej prosto w oczy po czym podniosłam książkę i wstałam .Otrzepałam spodnie i bluzę z kurzu i podeszłam do skraju brzegu budynku.Spojrzałam w dół.Pode mną był ten ślepy zaułek w,którym czytałam.
-Nie znoszę avi-powiedziałam bardziej do siebie niż do niej.
Skoczyłam w dół odbiłam się od ściany budynku na przeciwko i wylądowałam na kontenerze.Kiedy tylko stanęłam na ziemi usłyszałam głos dochodzący znad mej głowy.
-A za to ja uwielbiam felinów-powiedziała.
W jej głosi czuć było sarkazm,ale nie przejęłam się tym.W odpowiedzi uniosłam głowę do góry i uśmiechnęłam się serdecznie do nieznajomej.
Idąc powolnym krokiem,pod wieczór trafiłam pod kilku piętrową ruderę.Mieściła się na obrzeżach.Farba już dawno wyblakła,a tynk kruszył się i odpadał.Dom nie był zbyt szeroki,piął sie raczej ku górze.Na każdym piętrze był balkon.Na barierkach wisiały ręczniki,szmaty,a niekiedy i ubrania.
Otworzyłam furtkę.Zmierzyłam wzrokiem ruderę i to co było poza ogrodzeniem.A owe to,to dopiero powstające domy.
Wcześniej były takie jak ten,ale włąściciele postanowi je sprzedać,a nabywcy zburzyli budynki i zaczęli wszystko od nowa.Tak właściwie to obawiałam się tego już od dawna.Nowi sąsiedzi-nowe kłopoty.Podobno w obu budynkach miały zamieszkać rodziny z dziećmi.Poprzedni właściciele byli prostymi staruszkami,którzy wiecej czasu spędzali w sanatoriach czy szpitalach niż w domu więc nie stanowili problemu,ale bachory?!
Po czym podeszłam do drzwi i nacisnęłam klamkę.Drzwi zaskrzypiały i otworzyły się na oścież ukazując nagie zniszczone ściany i leżące na podłodze równe przedmioty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz